O autorze
Matka syna, Psycholog , Coach Rodzicielski, Trener , Hr Manager i przyszywana Blogerka.
Lubi biegać. Nie lubi podchodów , wazeliny i braku pokory.

A po piąte : nie oceniaj !!!!

Zupełnie nie przypadkowo będzie o ocenie a właściwie o ocenianiu czy też procesie oceny , która towarzyszy nam od dziecka / jest indukowana z mlekiem matki :-P/ a kończy się ....no właśnie się nie kończy , bo oceniamy biednych "nieboszczaków" po wsze czasy . amen . Łatwo nie będzie .....

Jako mała dziewczynka najbardziej dotkliwie pamiętam oceny szkolne . Byłam nadto ambitna i zawsze lubiłam mieć dobre oceny (mówiąc po ludzku byłam kujonem). Czemu nie wiem ...dobrze było mi z tym, że inni ludzie, w zasadzie dorośli / a konkretnie nauczyciele/ wystawiają mi dobre noty i rokowania ...a moi dorośli rodzice są zadowoleni z tego, że zostałam dobrze oceniona. Gorzej było z rówieśnikami : tu oceny "mnie" i "moje" były złe. Ale wówczas w ogóle się tym nie przejmowałam bo rówieśnicy wówczas nie byli dla mnie autorytetem i na ich ocenach w ogóle mi nie zależało...tak było wtedy .

Potem było inaczej- bo przyszedł czas na to by poeksperymentować nad własnym poczuciem wartości i zbudować swój obraz siebie na podstawie pozytywnych opinii i ocen rówieśników. Jednym słowem -priorytety się zmieniły :-) było trudniej bo o ile na efekty ocen szkolnych miałam taki czy inny wpływ to na ocenę rówieśników wpływu nie miałam i szybko zrozumiałam że wpływu raczej mieć nie będę , chyba że dokonam jakiegoś przełomu /przerębu no.....tak było....


Ale żeby nie było cukierkowo -sama też oceniałam -nieraz jak się potem okazało pochopnie. Jak się na tych moich ocenach nieraz przejechałam to postanowiłam opracować sobie taki swój wewnętrzny system oceniania innych. Punktem odniesienia byłam oczywiście ja obecna , albo inni których ja lubiłam /z takich czy innych względów/ no albo moje niedoścignione ja do którego dążyłam a zdążyć nie nadążałam. Ot co ! tak było...


A jak jest teraz ?????Teraz nie oceniam innych bo dotychczasowemu ocenianiu zawsze towarzyszyło poczucie tego co mnie z kimś dzieli...Koncentrując się na tym nie miałam już czasu na to by dostrzec u innych to co nas łączy. a to naprawdę jest znacznie ciekawsze!! a jakie odkrywcze!! Do tego dołożyłam małą analizę kontekstu , okoliczności sytuacyjnych i wyszło naprawdę empatycznie.


Co mi dało ? chyba większą świadomość siebie i innych . "chyba" ? a po ludzku - po prostu lepiej się z tym czuję.

Poza tym dojrzałam do tego by nie oceniać innych /zwłaszcza negatywnie/ jeżeli istnieje choć małe prawdopodobieństwo do tego, abym w podobnym okolicznościach i kontekście sytuacji zachowała się choć trochę podobnie...
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...